Blond Anioł

Piszesz? Malujesz? Projektujesz statki kosmiczne? Tutaj możesz się podzielić swoimi doświadczeniami.

Moderators: Olka, Hypatia, Hotaru, Hotori

Post Reply
User avatar
femii
Zainteresowany
Posts: 479
Joined: Sat Dec 17, 2005 11:17 pm
Location: Stockholm
Contact:

Blond Anioł

Post by femii » Thu Feb 02, 2006 6:41 pm

To moje pierwsze opowiadanie, ale prosze o szczere komentarze.

Autor: femii
Kategoria: polar
Spoiler: Bez kosmitów i ich mocy. Połowa pierwszego sezonu, kiedy pojawia się Tess.

Częśc pierwsza

Liz stała na tyłach kawiarni swoich rodziców. Plecami opierała się o chłodny mur budynku, usilnie starając się zaczerpnac wieczornego powietrza. Lecz z każdym oddechem czuła, że się dusi. Czuła, że ktoś ją dusi. Jej myśli krążyły tylko wokół jednego zdania : Jak pozbyc się Maxa Evansa ze swojego życia? Od samego początku wiedziała, że go nie kocha. To była czysta wdziecznośc za uratowanie życia. Gdyby się wtedy na nią nie rzucił ta kula by ja dosięgła. Z cała pewnością to nie była miłośc. A juz napewna nie taka jaką Max dażył ją. Może gdyby poznała go wcześniej, gdyby wcześniej nie poznała tego, któremu oddała serce. Cały czas stojąc bez ruchu i próbując uspokoic rozkałatane serce myślała jak pozbyc się tego uczucia, jakby duszenia się na własną prośbę. Wiedziała, że im dłużej to trwa tym bardziej będzie jej brak przestrzeni. Jak najszybciej musiała zakończyc związek z Maxem. W przeciwnym razie straci wszystko co kocha, straci go: Michaela Guerina.
Na krótką chwile zatrzymała swoje myśli, wzięła głęboki oddech odepchneła sie nogą od ściany i szarpiąc mocno drzwi od zaplecza weszla do środka. Tam czekała już na nia Maria, najlepsza przyjaciółka od lat. Ubierała się właśnie w swój fartuszek, kiedy spostrzegła wchodzącą Liz.

- "Hej Liz. Co jest? Masz minę jakby coś złego się stało."
- "Nic mi nie jest. Nic się nie stało. Ale....
- "No mów, przecież widzę, że coś jest nie tak."
- "Chodzi o Maxa. Ja i On...
- "A kłopty w raju? Przecież wiesz, że się pogodzicie. Każdy to wie, wystarczy na was spojrzec." I posłała jej swój najpromieniejszy uśmiech.
- "Wiesz nie o to chodzi. Ja poprostu już nie moge z nim byc."
- "Co się stało? Lizzie." Maria zmarwiła się jeszcze bardziej.
- "Ja już nie moge udawac. Ja go poprostu nie kocham. Nigdy go nie kochałam."
- "Szczerze mówiąc to widac."
- "Jak to? Przecież mówiłaś te wszystkie rzeczy. Jak to jesteśmy zakochani i że pasujemy do siebie."
- "Skarbie na początku tak było. Ale później już nie. Ale nie martw się, on tego nie zauważa. Jest wpatrzony w ciebie jak największy skarb."
- "I to jest najgorsze. Boje się, że nie da mi odejśc. A co gorsza, że to go zabije." Mówiła Liz takim głosem jakby zaraz miała się rozpłakac.
- "Liz przecież wiesz, że do tego niedojdzie. Pamietaj co cię nie zabije to cię wzmocni."
- "Dzieki Maria. Nawet nie wiesz jak strasznie sie z tym czuje. Bałam się komukolwiek powiedziec, żeby nie wzieli mnie za jakąś nie czyłą maszyne."
- "Nie ma sprawy. I nie gadaj takich głupot. Kiedyś znajdziesz tego którego pokochasz. Spójrz na mnie i na Alexa. Razem już od dwóch lat i dalej szczęśliwi."
- "Wy jesteście wyjątkiem."
- "Daj spokuj. A teraz chodź bo jak zaraz nie zaczniemy przyjmowac zamówień to klienci nas zjedzą." Odparła próbując rozweselic przyjaciółke.

Najgorsze dla Liz w pracy był gapiący się wiecznie na nią Max. Uśmiechał się od ucha do ucha i przy każdej okazji powatarzał jak bardzo ją kocha. A ją aż skrecała od środka. Wiedziała że musi coś zrobic ale jeszcze nie dziś. Po zamknieciu restauracji udała się do swojego pokoju na góre. Wiedziała, że on już tam na nią czeka. On : jej cały świat, wszystko co miała. Otworzyła powoli drzwi by najpierw zerknąc przez małą szparke. Leżał na łóżku przeglądając jakąś książke. Weszła do środka i powoli podeszła do łóżka. Wydawało się że w ogule jej nie zauważył. Chciała juz dac znac o swojej obecności ale on powoli odłożył książke i spojrzał na nią tym swoim magicznym spojrzeniem.

- "Tęsknilem, wiesz?" zapytał
- "Wiem. Zawsze tęsknisz".
- "Powiedz mi tylko jedną rzecz moja piękna".
- "Już niedługo Michael. Obiecuje, że już w krótce to wszystko się skończy. Zawsze wiedziała o co chciał zapytac." Po zatym ten temat był u nich ostatnio na topie.
- "Wiem. Ale jak patrze na was razem to mnie mdli. Już nie mogę słuchac jak on mówi jak bardzo Cię kocha. Nie można mu poprostu powiedziec, że ja byłem pierwszy."
- "Dobrze wiesz, że nie. Przecież jak zaczęłam się z nim spotykac to Ciebie nie było, wyjechałeś aby przemyślec naszą sytuacje. Jak to mówiłeś : Czy to wszystko ma sens?"
- "No dobrze niech będzie. Ale to i tak nie usprawiedliwia jego zachowania. Jestem mu bardzo wdzięczny, że uratował Ci życie ale żeby od razu kochac nad życie i traktowac jak swoją własnośc."

Michael zaczynał się powoli irytowac co Liz zauważyła od razu. Aby nie dopuścic do kłótni położyła się koło niego i delikatnie pocałowała. Przytulali się tak przez dłuższą chwile aż w końcu oboje zasneli. Sen był potrzebny im obojgu. Spali głęboko i spokojnie do samego rana. Ale gdy Liz się obuciła Michaela już nie było. Jak codzienie o poranku. Musiał wychodzic wcześnie aby nikt go nie zauważył. Wiedziała, że oboje mają dosyc ukrywania się ale na razie tylko to im pozostało. Dopóki ona czegoś nie wymyśli.

~~~~~

Minął już tydzień, a Liz dalej nie miała planu. Stała oparta o lade, czekając na koniec swojej zmiany. Choc tego dnia nie było dużego ruchu w Crashdown, czuła się niezwykle zmęczona. Chciała już sobie odpuścic końcowe minuty pracy i choc na chwile zniknąc z oczu Evansowi. Gdy powoli zmierzała do drzwi zaplecza usłyszała dzwoneczek, który zwiastował nowo przybyłego klienta. Ze smutną mina odwruciła się aby go obsłużyc. I wtedy zobaczyła coś co wywołało na jej twarzy uśmiech, którego długo nikt nie widział. Nowym klientem była drobna blondyneczka. Jej loki swobodnie opadały na ramiona, a duże niebiesko- szare oczy śmiały się tak, że nie potrzebowała już tradycyjnego uśmiechu. Ale nie wygląd tej dziewczyny ucieszył Liz. Cieszyła sie z tego iż owa blondyneczka przysiadła się do Maxa i to on był prowodorem jej radości. Ale najbardziej radowało ją to, że Max nie mogł oderwac oczu od blond anioła. Nawet nie zauważył jak Liz podeszła do ich stolika przyjąc zamówienie. Kilka razy powtarzała formułke o byciu ich zaprzyjaźnioną kelnerką. Lecz żadno z nich nie reagowało. Zrezygnowana wycowała się na zaplecze i obserwowała ich przez nieduże okienko w drzwiach. Nie musiała się nawet zastanawiac co powinna zrobic. Wiedziała, że ten blond anioł to anioł dla zesłany niej. Liz Parker już wiedziała jak pozbyc się Maxa Evansa. Teraz w jej głowie kotłowała sie tylko jedna myśl : Czy to sie uda?


C.d.n



Last edited by femii on Sat Feb 04, 2006 7:08 pm, edited 2 times in total.
I thought our story was epic, you know, you and me. Spanning years and continents. Lives ruined, bloodshed. EPIC.

User avatar
elfchick
Nowicjusz
Posts: 105
Joined: Wed Oct 13, 2004 7:57 pm
Location: Olsztyn
Contact:

Post by elfchick » Thu Feb 02, 2006 7:02 pm

Zapowiada sie nie zle. Ciekawa jestem co dalej???
center><a><img><br>NYC is love.</a></center>

Post Reply

Who is online

Users browsing this forum: No registered users and 1 guest