She Falls Apart [by Reena]

Piszesz? Malujesz? Projektujesz statki kosmiczne? Tutaj możesz się podzielić swoimi doświadczeniami.

Moderators: Olka, Hypatia, Hotaru, Hotori

User avatar
LadyM
Gość
Posts: 57
Joined: Tue Nov 23, 2004 7:15 pm
Contact:

Post by LadyM » Sat Oct 22, 2005 7:01 pm

część 19

Chciałabym wiedzieć, jak powinnam się czuć. Chciałabym, żeby istniała jakaś specjalna instrukcja. Ponieważ nie mam pojęcia, co robić ani jak się czuć. Jak powinnam się czuć?

Jego wielka miłość żyje. Ma jego córkę. Jest najlepszą przyjaciółką Liz. Więc kim ja jestem? Jakie miejsce zajmuję w jego sercu? Dlaczego nie odpowiedział mi o niej wcześniej? Dlaczego nie może mi o niej opowiedzieć?

Boże, nienawidzę tej niepewności. Nienawidzę tego. Im dłużej tu jestem, tym bardziej czuję potrzebę ucieczki. Z dala od tego wszystkiego. Seattle z każdą minutą zaczyna brzmieć coraz lepiej.

Czy poddaję się, myśląc o Seattle? Tchórzę? Dlaczego tak bardzo boję się tu zostać? Obawiam się, że do niej wróci? Obawiam się, że nie jestem dla niego dość dobra? Że to, co mieliśmy nie było prawdziwe?

Tak. Tak. Tak.

Chcę być częścią tego, chcę mu pomóc, ale nie wiem, czy potrafię. Nie wiem, czy mi pozwoli. Jeśli nigdy nie był w stanie mi o niej opowiedzieć, dlaczego miałabym otrzymać jakieś informacje teraz? Nie, on porozmawia z Liz. Porozmawia o tym z Maxem. A ja dostanę jakieś resztki, jak pies podczas obiadu, jeśli będę miała szczęście.

I chociaż jej nienawidzę, zdaję sobie sprawę, że bezpodstawnie. Wiem o tym. Nie prosiła o wypadek samochodowy. Nie prosiła, bym została jej lekarzem. Ani Liz lekarzem Kaeli. Ciężko mi to przyznać, ale wierzę jej, gdy mówiła, że jest jej przykro. Wierzę jej. Miała załamanie nerwowe, na miłość boską! To nie jest coś, o co prosiła. Utknęła w tym, jak reszta z nas. Ale...to Maria. Jego Maria. Matka jego dziecka.

Czuję się teraz taka samotna. Nie mogę porozmawiać o tym z Liz. Nie mogę porozmawiać z Maxem. Z Michaelem tym bardziej. Nie mogę się nikomu wyżalić. Zabawne, pewnie ona tak się czuła przez ostatnie siedem lat. Sama. Z nikim nie mogła porozmawiać.

Dlaczego nasze życia są tak do siebie podobne?

* * * * *

Ostatni tydzień był zakręcony. Jestem zaskoczony, że wciąż jakoś funkcjonujemy. I komu współczuć? Michaelowi? Marii? Kate? Wybierz sobie. Właściwie, to nie zawody. Michael. W ciągu tygodnia jego życie zostało wywrócone do góry nogami. Boję się, że znów może się w sobie zamknąć, jak kiedyś.

Kate wyjechała do Seattle dwa dni temu. Zabijało go obserwowanie jak odchodzi. Nie znam szczegółów, Liz pewnie wie więcej, ale przechodzili trudny okres. Powiedziała mu, że oboje potrzebują trochę przestrzeni, by to przemyśleć. By zrozumieć, co teraz czują. I znam Michaela. Wiem, że na swój sposób, błagał ją by została. Ale znam też Kate. Jeśli nie dostanie dość dużo, odejdzie. I odeszła.

Miała też rację. Michael nie wie, co teraz czuje. Nikt z nas nie jest pewien swoich uczuć. Ostatnie wydarzenia są zbyt niewiarygodne, by je opisać. W końcu poinformowaliśmy Alexa, Isabel i Tess. Isabel nie odzywa się do nikogo z nas. Jest wściekła, że nie powiedzieliśmy jej wcześniej. Cześć mnie obawia się, że za każdym razem, gdy słyszę pukanie do drzwi, będzie w nich stała kipiąc złością. Wiem, że Alex ją trochę uspokoił. I osobiście uważam, że on boi się tu teraz przyjechać. Wiadomości musiały przypomnieć mu o jego własnym załamaniu. Ale to Isabel i wybaczy nam, mam tylko nadzieję, że przez jakiś czas nie będę musiał sobie radzić z jej gniewem.

Michael jest zagubiony. Kocha Kate, naprawdę. Ale nie może zaprzeczyć, że Maria jest/była częścią jego życia. I nie ma pojęcia, co do niej czuje. Cieszy się, że żyje. I mam nadzieję, że poczucie winy w końcu odejdzie. Bo Maria miała rację. To ona podjęła decyzję. Wszyscy nienawidzimy Naseda za pomoc w tej decyzji, ale Maria była dużą dziewczynką. I wybrała życie z dala od nas. Michael tego nienawidzi. Nie wiem, czy potrafi jej wybaczyć. Wybaczyć odebranie mu rodziny. Wybaczyć wysłanie go w rozpacz i pustkę, która była jego częścią przez cztery lata. I osoba, która pomogła mu z tego wyjść, poza Amy, jest w Seattle.

Jest załamany. Milczący. Zadziwiające jest, w jaki sposób radzi sobie z tym wszystkim. Nie jest już tym narwanym gościem sprzed lat, jest wyciszony. I kiedy jest naprawdę źle, zwraca się do Liz. Albo do mnie. Nie jestem nawet zazdrosny, że najpierw głównie zwraca się do Liz. Bo wiem jak to jest mieć przy sobie Liz, która ci pomoże. I zazwyczaj po rozmowie z Liz przychodzi do mnie. Rozmawiamy o tym, co go dręczy. Wiem, że zabija go to. Odejście Kate, spotkanie Marii i Kaeli, ukrywanie tego przed Amy. Tak bardzo chce zadzwonić do Amy. By wymazać ból, za który czuje się odpowiedzialny. By oddać jej Marię. Ale nie zrobi tego. Kaela...to temat, o którym nie rozmawia. Nawet Liz niewiele wie. Ma rodzinę, wspaniałą córkę, od której na razie musi trzymać się z daleka. I to zabija go bardziej niż chce to przyznać. Założę się, że jedyną osobą, która wie, co on teraz czuje jest Maria.

Maria. Tak dużo się zmieniło i tak wiele pozostało takie samo. Byliśmy u niej z Liz dwa razy w ostatnim tygodniu. Kaela jest cudowna. Tak podobna do Michaela i Marii. Zdecydowanie jest małą wersją Miarii, przynajmniej, jeśli chodzi o gadatliwość. Ale upór...czysty Michael. Nie żeby Maria nie była uparta. Ale wspominając młodego Michaela...jest w niej. I ma jego oczy. Mogę sobie tylko wyobrazić jak Maria musiała się czuć patrząc codziennie w te oczy. Kaela jest trochę zdezorientowana w nowej sytuacji. Ale Maria mówi, że cieszy się z wszystkich nowych ciotek i wujków. Zdecydowanie uwielbia Kyle’a. Owięła go sobie wokół palca. I obserwowanie Marii jako matki – jest w tym świetna. Kaela za nią szaleje.

Nie powiedziałem Michaelowi, ale Maria powoli zaczęła wspominać o nim Kaeli. Nawet nie musi tego mówić...że chce, by Michael był w życiu Kaeli. Sądzę, że wkrótce zorganizuje jakieś spotkanie. Liz zaoferowała wspólny obiad przed wyjazdem Kyle’a, Maria rozważa to. Chce zrobić to dla Kaeli, najbardziej bezboleśnie jak się tylko da. Chcę jej powiedzieć, że to niemożliwe, ale nie potrafię. To jej córka i zdaje się wiedzieć, co jest dla niej najlepsze.

Jak na razie, życie jest trochę dziwne. Liz czuje się rozdarta. Kate wyjechała, a ona uważa, że nie jest dość dobrą przyjaciółką. Jakby wybierała Marię zamiast Kate. Jest jeszcze Michael. A na samej górze jej własne emocje. Wciąż przeprasza za nie powiedzenie wszystkiego od razu. Wybaczyłem jej. Bo miała rację. Prawdopodobnie powiedziałbym Michaelowi. A Liz stara się chronić tych, których kocha. Wiedziała, że Maria była słaba. Zrobiła wszystko by ją ochronić.

Ale, i już jej to powiedziałem, wszystko będzie dobrze. Wiem, że chce w to wierzyć, ale wciąż jest trochę sceptyczna. A Michael, no cóż, on patrzy na mnie jakbym był naćpany. Nie mogę go winić. Ale wszystko się ułoży, bo ma nas.
The best kind of kiss is the one where you have to stop because you can't help but smile.

User avatar
LadyM
Gość
Posts: 57
Joined: Tue Nov 23, 2004 7:15 pm
Contact:

Post by LadyM » Sat Nov 19, 2005 7:53 pm

Ok, kolejna część. Mam tylko nadzieję, że nie wrzucam jej tu jak jakaś głupia tylko dla siebie :lol:


część 20

Było już po ósmej rano. Sen nie należał do luksusów, na jakie mogłem sobie pozwolić w ciągu ostatnich tygodni. Moje życie to jeden wielki bałagan. Mój dom to bałagan. Nie mam pojęcia, co w tej chwili czuję. Co się dzieje w moim życiu. Jestem rozdarty. Praktycznie nie sypiam.

Kiedy telefon zaczął dzwonić, pozwoliłem, by maszyna odebrała wiadomość. I wtedy usłyszałem jej głos. „Um, Michael. Tu, uh, Maria-” Natychmiast rzuciłem się w kierunku telefonu. To pierwszy raz, kiedy zadzwoniła do mnie od...no cóż, od kiedy znowu żyje. Zacząłem panikować. Kaela. Coś jej się stało. To było niedorzeczne, ale nie było przez to mnie prawdziwe.

„Halo? Wszystko w porządku?” Błagam, niech będzie wszystko w porządku...

„Oh, tak. W porządku.” Ok., znowu mogę oddychać. Wdech, wydech. „Chciałam tylko, uh, powiedzieć ci, że Kaela ma dziś mecz o 10.30 i chciałam zapytać, uh, czy chciałbyś przyjść.”

Czy chciałbym przyjść? Czy chciałbym przyjść i oglądać moją córkę grającą mecz? Nie...zamierzałem dziś zrobić dziś pranie...

„Jasne, byłoby świetnie.” Absolutnie fantastycznie, jeśli chcesz wiedzieć.

„Ok., w porządku. Wiesz, gdzie jest szkoła Davison Middle?”

„Niej więcej.”

Wytłumaczyła mi, jak się tam dostać i chyba nigdy nie pisałem instrukcji tak szybko. Dzięki Bogu, że mogłem to później odczytać.

„A więc do zobaczenia.”

„Jasne. Maria?”

„Tak?”

„Dzięki.”

„Nie ma sprawy.”

Odłożyłem słuchawkę i kierując się do sypialni, zdałem sobie z czegoś sprawę. Musiałem wziąć prysznic i modlić się, bym miał jakieś czyste ubranie. Jak gdyby obchodziło ją jak wyglądam, ale chciałem zrobić wrażenie na mojej córce. Moja córka. Powtarzałem te słowa chyba z milion razy. Wciąż staram się zrozumieć moje uczucia. I denerwuję się z powodu dzisiejszego dnia. Jestem podenerwowany z powodu oglądania grupki sześciolatków biegających po boisku.

Większość informacji dotyczących Kaeli przychodziła do mnie od Liz i Maxa. Miało być zorganizowane jakieś przyjęcie, gdzie miałem ją poznać. Ona uwielbia Liz. A ja jestem zazdrosny...o to, że spędzają z nią tyle czasu. Nie wiem ile razy w ciągu ostatnich dwóch tygodni usłyszałem od Liz, że muszę być cierpliwy, że w końcu ją poznam, że muszę zaufać Marii. Zaufać jej? Po tym wszystkim? Nie podoba mi się to, ale nie mam innego wyjścia.

Moje życie nie wygląda ostatnio optymistycznie. Tęsknie za Katie. Staram się nie wściekać, że wyjechała, ale jest mi ciężko. Wiem, że potrzebujemy przestrzeni. Że musimy sobie z tym poradzić...ale ona jest dwa tysiące mil stąd i nie wiem jak ta odległość ma nam pomóc. Przynajmniej jest zadowolona z pracy. Nie ułatwia to niczego. Ja niczego nie ułatwiam. Nie ważne, co chcę jej powiedzieć...nie potrafię znaleźć odpowiednich słów.

~~~

Spotkałem Maxa i Liz na boisku. Weszliśmy na trybuny i zajęliśmy miejsca. Nie wyglądali na zaskoczonych, że Maria mnie zaprosiła. Początkowo nigdzie ni mogłem dostrzec Kaeli ani Marii, ale wkrótce pojawiły się w pobliżu reszty drużyny. Maria próbowała związać Kaeli włosy, ale ona nie wydawała się z tego zadowolona. Wciąż odpychała dłonie Marii. W końcu skończyła, a Kaela posłała jej śmiertelne spojrzenie. Obserwowałem zdenerwowaną Marię, potrząsającą w frustracji głową w stronę Liz, gdy kierowała się do nas. Zamarła, gdy mnie zobaczyła.

„Cześć.”

„Cześć.”

„Um, cieszę się, że przyszedłeś.”

„Dzięki...za zaproszenie mnie.” Zrobiło się niezręcznie.

Maria usiadła obok Liz. „Chyba ją zabiję. Jest nie do zniesienia.” Liz i Max zaśmiali się, ja też chciałem, ale coś mnie powstrzymało.

„Co się stało?” Maria przewróciła oczami, „Nie wiem. Ale cokolwiek jej powiem, ona robi dokładnie odwrotnie. Na przykład dziś rano. Zrobiłam jej cynamonowe tosty, które tak uwielbia. Zwłaszcza przed meczem. Ale dziś nawet nie spojrzała na nie, powiedziała, że nie będzie ich jeść. Potem nie pozwoliła mi się uczesać przed wyjściem z domu. Jest tak nieznośna...”

To Maria, którą znałem. I to było urocze. Wyobraziłem sobie małą dziewczynkę, moją małą dziewczynkę. Obserwowałem, jak dzieciaki na boisku zajmowały swoje pozycje. Nigdy wcześniej nie widziałem dzieci grających w piłkę nożną. Mam przeczucie, że to będzie interesujące.

„Właściwie, wiem, co jest nie tak. Jest wściekła, bo powiedziałam jej, że nie będzie nas latem w mieście. I kiedy spytała, czy będzie mogła zobaczyć Nathana, odparłam, że prawdopodobnie nie. I teraz...teraz jest małym potworkiem.”

Nie wierzyłem w to, co słyszałem. Nie będzie jej w mieście latem? Co, do cholery ma to znaczyć?! To ma być coś w stylu ‘ostatnia okazja, by zobaczyć córkę’? Co się dzieje?

„Czy to znaczy to, co myślę, że znaczy?” Chwileczkę...Co Liz wie, czego ja nie wiem? Była pierwszą osobą, do której zadzwoniłem po dzisiejszym telefonie od Marii i nic mi na ten temat nie powiedziała.

„Najwyraźniej. Roswell nie jest takie złe latem.” Spoglądam zdumiony na Marię, ale ona patrzy na boisko. Zaczynają. Roswell. Wybiera się latem do Roswell? Do swojej mamy. Nie spodziewałem się tego. Właściwie...nie mam pojęcia, czego się po niej spodziewać. Jak na razie świetnie sobie radzi szokując mnie.

~~~

Gra była świetna. I zabawna. Małe dzieciaki grające w piłkę – kto by się spodziewał, że może to być takie zabawne. Czasem wiedzą, co robią, a czasem wpatrują się w boisko, albo w swoich trenerów, albo po prostu stoją tam. Ale Kaela...ona jest jak mała torpeda. Po zdobyciu gola zwróciła się w kierunku trybun w poszukiwaniu Marii. Wszyscy cieszyliśmy się z jej gola, ale...ona chciała zobaczyć reakcję mamy. Maria wykonała jakiś wesoły gest, o którym wiedziały tylko one dwie. Dla mnie wyglądał dziwnie.

Po meczu szedłem za Maxem i Liz na boisko. Kaela rozmawiała z Marią o grze, była z siebie niesamowicie dumna. Spojrzała przez chwilę na mnie, potem powrotem na Marię. Maria wzięła ją za rękę i podeszła do mnie.

„Fistaszku, pamiętasz jak opowiadała ci o Michaelu, prawda?” Co takiego? Mówiła jej o mnie?

Odpowiedziała nieśmiało. „Tak.” Jest taka urocza.

„Michael jest przyjacielem mamusi ze szkoły. Tak jak Max i Liz.” Maria spojrzała na mnie i uśmiechnęła się.

„Naprawdę?” Zwróciła się do Marii, później do mnie.

Uśmiechnąłem się. „Tak, twoja mama, Liz, Max i ja znamy się już od dawna.” Uśmiechnęła się do mnie.

„Idziesz z nami na pizzę?” Nie wiem...to zależy od twojej mamy...

Maria skinęła głową na znak, że nie ma nic przeciwko. „Tak, idę z wami.”

„Super. Bo ja uwielbiam pizzę. Zwłaszcza, jak jest bardzo dużo czerwonej papryki. Lubisz paprykę? Jest najlepsza. Mama mówi, że jem jej za dużo, ale nigdy nie możesz mieć za dużo czerwonej papryki. Możesz spróbować trochę mojej, jeśli chcesz. Jest naprawdę pyszna.”

Moje serce miękło przy każdym słowie, które wypowiadała razem jednym tchem. Nie mam pojęcia, jak wtedy wyglądałem. Czułem się strasznie rozckliwiony.

Życie nie jest idealne, ale staje się coraz lepsze.
The best kind of kiss is the one where you have to stop because you can't help but smile.

User avatar
LadyM
Gość
Posts: 57
Joined: Tue Nov 23, 2004 7:15 pm
Contact:

Post by LadyM » Mon Dec 12, 2005 10:40 pm

część 21


Tyle spraw muszę wyjaśnić. Czas przestać oszukiwać. Dziś prawie nie wytrzymałam przy Kaeli. Zaprosiłam Liz, Maxa i Michaela na barbecue. Ciężko patrzeć na niego, wiedząc, co mu zrobiłam i jak jest zraniony. Wyczuwam to w każdym jego ruchu. W każdym jego spojrzeniu. I wiem, że muszę to wynagrodzić...tylko jak? Jak mam powiedzieć Kaeli, że jej ojciec żyje? I że go zna? Jak mam powiedzieć, że okłamywałam ją...przez całe jej życie. To wyjątkowo dokuczliwe, silne uczucie, ale nadszedł już czas. Zwłaszcza po dzisiejszym dniu.

~ ~ ~

Max i Liz już wyszli. Mieli jakąś kiepską wymówkę o zaplanowanym na wieczór spotkaniu. Taa, jasne. Liz, skarbie...jesteś beznadziejnym kłamcą. Przytaknęłam tylko, spoglądając na Liz w ten dobrze nam zrozumiały sposób. Max tylko spojrzał ma mnie, jakby mówił „To nie był mój pomysł”. A Michael i ja...no cóż, oboje spoglądaliśmy na nich, myśląc o tym samym, „Wielkie dzięki, naprawdę.”

Fistaszek był w swoim pokoju, obrażona na mnie. Wciąż jest na mnie wściekła, że nie zostajemy na wakacje. Michael i ja sprzątaliśmy w ciszy, ja z poczuciem winy, a on pełen żalu i goryczy. Unikaliśmy siebie nawzajem przez większość czasu.

Zajęłam się zmywaniem naczyń. Michael zaoferował pomoc, ale odmówiłam. Łatwiej było trzymać go na odległość. Musiał czuć to samo, bo przyjął moją odmowę bez sprzeciwu. Tak więc, myłam naczynia czekając. Czekałam aż zapyta mnie o Roswell.

Nie jestem głupia. Wiedziałam, że wychwycił wszystko, co mówiłam podczas meczu. Dziś chciał się tylko upewnić. Nigdy mnie o to nie zapytał. Doprowadzało mnie to do szaleństwa. Nie chciałam sama zaczynać tej rozmowy. Nie wiem czemu...po prostu nie chciałam. No dobra, wiem. Poczucie winy. I świadomość, że musze porozmawiać z nim o „tym”. Decyzjach dotyczących Kaeli. Jest jego córką i zamierzałam zabrać ją do Roswell bez uzgodnienia tego z nim. Jestem tchórzem. Właściwie to był strach. Bałam się, że on też pojedzie. Wiedziałam, że Kate wyjechała. Max i Liz wprowadzili mnie w szczegóły. Poza rozmową z szpitalu, ja i Michael nie kontaktowaliśmy się ze sobą.

Czy to nie ironiczne? Ten facet kiedyś błagał mnie, żebym się zamknęła. Mógłby zrobić wszystko, bym czasem przestała tyle mówić. A teraz? Teraz nie mam nawet tyle odwagi, by porozmawiać z nim o moim wyjeździe do Roswell, do mamy. Część mnie krzyczała do niego o pomoc. Nie mam pojęcia jak mam się zachować w stosunku do mamy, jak powiedzieć jej, że żyję. Wiem, że on znalazłby rozwiązanie. Po prostu...nie potrafiłam otworzyć ust.

Nie zasługiwałam na jego pomoc. Nie po tym wszystkim. Ciężko było mi poradzić sobie z Michaelem będącym obok. Ale Michael w moim salonie nie był już tym samym człowiekiem. Może częściowo. Ale ten człowiek...ten człowiek dawał mi coś, na co nie zasługiwałam. Pomimo wszystkiego, co czuł, spełniał moje życzenia. Dlaczego? Co działo się przez te lata? Liz nie mówiła mi o tym dużo.

Wyczuła, że nie byłabym w stanie tego wytrzymać. Nie ważne, jak bardzo chciałam wiedzieć, to uciążliwe pytanie pozostawało, „Czy naprawdę chcesz wiedzieć?”

Kiedy kończyłam zmywać naczynia, Fistaszek zszedł na dół. „Cześć!” Moja mała dziewczynka. Pokręciła się po salonie, zanim wbiegła do kuchni.

„Mamo, mogę dostać jeszcze jedno ciasteczko? Ostatnie. Obiecuję.” Taa, jasne. Nie mam zamiaru jej utuczyć.

„Nie, skarbie. Dostałaś dość ciastek na dzisiaj.” Pokręciła nosem i zwróciła się do Michaela.

„Michael. Uważasz, że dostałam dość ciasteczek na dzisiaj?” Mały potwór. Spoglądam na Michaela. Tak, powiedz tak.

„Skoro twoja mama tak mówi, powinnaś jej posłuchać.” Nie spodobała jej się ta odpowiedź, rzuciła mi nadąsane spojrzenie.

„Fistaszku. Chcesz zaprosić Nathana?” Muszę uspokoić tego potworka.

„Nie ma go.”

„A gdzie jest?” Nie przypominam sobie, żeby Jess wspominała, że ich nie będzie. Ale nie rozmawiałyśmy od jakiegoś czasu...

„Pojechał do taty.”

I wtedy rozmowa stała się bardzo niewygodna. Nie chciałam tego słyszeć, chociaż z drugiej strony...chciałam. Wciąż starałam się przed tym ochronić, przed tym, co zrobiła. I to nie było w porządku. Musiałam się z tym zmierzyć. I zaczęło się od Kaeli.

„Michael, czy ty znałeś swojego tatę?” O mało co nie upuściłam szklanki, którą tak uporczywie czyściłam. Odwróciłam się, widząc jak jego twarz przeszył ból. Po chwili odpowiedział jej cicho.

„Nie, właściwie to nie. Prawie go nie znałem.” Zastanawiałam się, co myślał o swojej rodzinie...zanim zginęli.

„Ja nie znam swojego. Ale mama mówi, że na pewno by mnie kochał.” Czuję, jak nagromadzone emocje rozpadają się. Nie byłam w stanie spojrzeć w jego kierunku. Nie mogłam spojrzeć mu w oczy.

„Tak, Fistaszku. Na pewno by cię kochał.” Kocha. Jestem beznadziejna. Największa egoistka na tej planecie.

„A co z dziadkami? Znałeś ich?” Fistaszku, skarbie. Kocham cię. Ale proszę, przymknij się.

„Nie, nigdy ich nie poznałem. Umarli, gdy byłem młody.”

„Ja nigdy nie poznałam swoich...Muszę dokończyć kolorowankę. Pa.” I po prostu wyszła z powrotem do swojego pokoju.

Michael i ja zostaliśmy z ciężarem jej słów unoszącym się w powietrzu. Jak po czymś takim dalej prowadzić rozmowę? Co ważniejsze, co sprawiło, że zdecydowała porozmawiać o tym właśnie teraz? Kiedy byliśmy sami? Czasem jest do niego tak podobna...wątpię, czy on zdaje sobie z tego sprawę. Nie rozmawialiśmy potem, bo Michael szybko wyszedł. Nie potrafił spojrzeć mi w oczy. Zasłużyłam na to. Pożegnał się z Fistaszkiem, przeczytał jej nawet część bajki zanim wyszedł. I wtedy już wiedziałam. Wiedziałam, co muszę zrobić.
The best kind of kiss is the one where you have to stop because you can't help but smile.

User avatar
LadyM
Gość
Posts: 57
Joined: Tue Nov 23, 2004 7:15 pm
Contact:

Post by LadyM » Sat Jan 07, 2006 9:55 pm

część 22


Nigdy nie bałam się Fistaszka, czy jej pokoju. A teraz...teraz stoję przy jej drzwiach, wsłuchując się jak mówi do plastikowego kosmity, którego przywiózł jej Kyle. Uwielbia go, nazwała go E.T. Kyle nie musiał mówić skąd go ma. Doskonale wiedziałam, że pochodzi ze sklepu mojej mamy. No dobra, dam sobie radę. Potrafię to zrobić...

„Fistaszku?”

„Tak, mamo?”

„Dobrze się bawiłaś z Michaelem?”

„Tak, przeczytał mi prawie całą bajkę.”

„To miło z jego strony.”

„Lubi mnie. Tak jak wujek Kyle. Przeczytałby mi więcej, gdybym chciała.” Tak, przeczytałby ci wszystkie bajki, gdybyś tylko chciała.

Spoglądam na moje dziecko, pełna podziwu. Jest idealną kombinacją nas dwojga. Z łatwością dostrzegam siebie i Michaela, czy jedno z nas, we wszystkim, co ona robi. Mówi chaotycznie, zupełnie jak ja. Ale temperament ma po Michaelu. Uwielbia sztukę, kolory, to też Michael. Porusza się w swoim własnym rytmie, to ja. Jest uparta, jak my.

„Fistaszku, chcę, żebyś wiedziała, dlaczego nie będzie nas tu latem.” Unosi głowę i spogląda na mnie z zainteresowaniem. To będzie trudne. Staram się ukryć wahanie w moim głosie. Muszę jej to powiedzieć. „Moja mama mieszka w Roswell.”

„Twoja mama? Czyli moja babcia?”

„Tak.”

„Mówiłaś, że ona nie żyje.”

„Wiem, Fistaszku.” Siadam na jej łóżku i wskazuję, by usiadła obok mnie. Wciąż trzyma E.T., patrząc na mnie podejrzliwie.

„Proszę, skarbie. Muszę ci coś powiedzieć.” Wyczuwa coś w moim głosie, bo podchodzi i siada mi na kolanach. Obejmuję ją, kładę swój policzek na jej głowie i zaczynam.

„Nie pozwalam ci robić pewnych rzeczy, bo nie są one bezpieczne...bo mogłaby ci się stać krzywda, prawda?”

„Tak.”

„I nie pozwalam ci chodzić w pewne miejsca, bo one też nie są bezpieczne, racja?”

„Tak.”

„Widzisz...dawno temu, opuściłam swój dom, bo nie było tam bezpiecznie. Źli ludzie chcieli skrzywdzić twojego tatę, Liz, Maxa, Kyle’a i moją mamę. Ale odeszłam, żeby źli ludzie ich nie skrzywdzili.” Bo według mojej głupiej teorii, Skórowie poczuliby się wygrani i wszyscy byliby bezpieczni.

„Źli ludzie chcieli skrzywdzić tatę? Chcieli skrzywdzić babcię, Maxa, Kyle’a i Liz?”

"Tak, skarbie."

"Czy źli ludzie skrzywdzili ciebie?"

"Tak, kochanie. Dlatego odeszłam. Żeby inni byli bezpieczni."

"To dlatego wszyscy czasem patrzą na ciebie tak dziwnie?"

"Co masz na myśli?"

"Michael zawsze dziwnie na ciebie patrzy. Liz i Max też. No wiesz, jakby chcieli się upewnić, że nadal tu jesteś. Podobnie jak ja patrzyłam dzisiaj na ciastka, żeby upewnić się, że nie zjecie wszystkich." Wyrasta mi tu mały geniusz.

"Tak, Fistaszku. Dokładnie."

"To dlaczego nie powiedziałaś im, że nic ci nie jest?" Bo się bałam.

"Nie wiem, skarbie." Myślałam, że tak będzie najlepiej. Dla ciebie.

"Nie martwili się o ciebie? Tak jak ja, kiedy byłaś w szpitalu?" Dlaczego to nie może być łatwiejsze? Czy nie mogłaby po prostu zrozumieć, bez zadawania żadnych pytań? Nie. Oczywiście, że nie. W końcu jest moją córką.

"Tak, martwili się." Byli zdruzgotani.

"To dlatego wyjeżdżamy? Żebyś mogła powiedzieć swojej mamie, że nic ci nie jest?"

"Tak, kochanie. Muszę powiedzieć mojej mamie, że nic mi nie jest."

"Mamo?" Odwraca głowę, żeby spojrzeć mi w oczy.

"Czy mój tata wie, że nic ci nie jest?" Coś zaczyna mnie ściskać w środku, bo wiem, że nadszedł już czas. W tej chwili zmieni się całe życie mojej córki. Muszę jej to wszystko zrekompensować.

"Tak, kochanie. Michael wie, że nic mi nie jest." Nie wiem dlaczego, ale nie potrafię po prostu powiedzieć "Michael jest twoim ojcem", nie jestem w stanie tego powiedzieć.

"Michael jest moim tatą?"

"Tak...jest twoim tatą. Masz jego imię." Spogląda na mnie w sposób, którego się obawiałam. To spojrzenie powstrzymywało mnie przed powiedzeniem jej prawdy każdego dnia odkąd oni się znów pojawili. Jej orzechowe oczy zaczynają napełniać się łzami.

"Dlaczego nie powiedziałaś mi, że on jest moim tatą?" Staram się ją przytulić, ale odpycha mnie, zeskakując z moich kolan. Chcę ją zatrzymać, ale nie robię tego.

"Fistaszku, chodź tu skarbie."

"Nie." Jest zraniona.

"Proszę." Nie chcę jej do niczego zmuszać, ale nie mogę się już wycofać. Muszę powiedzieć jej prawdę. Mogę wciąż unikać rozmów z Michaelem czy moją mamą, ale nie z nią. Jest całym moim życiem i muszę to naprawić. Muszę.

"Nie."

"Michaela. Proszę, spójrz na mnie." Na dźwięk swojego imienia podnosi wzrok. Znowu ściska E.T., z całych sił. "Bałam się. Nie wiedziałam, jak ci to powiedzieć. Chciałam, żebyś go polubiła. Tak jak wujka Kyle'a, Liz czy Maxa." Mam nadzieję, że robię to właściwie...

"Jest w porządku." Chwytam się tego. I uśmiecham się w duchu...lubi go.

"Jest w porządku?" Uśmiecha się promiennie.

"Tak. Trochę za spokojny." Racja. Dla niej wszyscy są za spokojni. Z wyjątkiem Nathana.

"Bardzo mu zależy, żebyś go polubiła."

"Ma śmieszne włosy." Nie mogę powstrzymać śmiechu.

"Tak, to prawda. Ty też takie miałaś, jak byłaś malutka."

"Nieprawda!" Wciąż ściska E.T., podpierając boki dłońmi.

"Prawda."

~ ~ ~

Żartowałyśmy jeszcze przez chwilę. Potem Fistaszek zamilkł, i wiedziałam, że myśli o tym, co jej powiedziałam. W końcu wróciła na moje kolana. Zadawała pytania o Michaela. Podobało jej się, że jest artystą.

"Przez cały dzień maluje?"

"Tak."

"Fajnie!"

Ale po chwili znowu milkła. Pytała o moją mamę, o Roswell. Chciała wiedzieć, czy będzie jej się tam podobało. Opowiedziałam jej o Crashdown, powiedziałam, że tata Liz zrobi dla niej specjalny deser lodowy. Zawsze mogła ją przekonać lodami, to jej słabość. Rozmawiałyśmy jeszcze przez chwilę i poczułam się lepiej.

Wiem, że wciąż jest na mnie wściekła, ale jak dotąd, świetnie sobie radzi. Przynajmniej pozwoli mi dziś poczytać bajkę. Uznam to za dobry znak. I czuję ulgę. Udało mi się. Powiedziałam mojej córce prawdę. Jestem jej winna więcej...wiem to...

Teraz muszę stawić czoło mojej mamie. Jak mam jej to powiedzieć. Do tego będę potrzebowała rady.
The best kind of kiss is the one where you have to stop because you can't help but smile.

Shizeta
Gość
Posts: 3
Joined: Wed Jan 25, 2006 10:55 pm

Post by Shizeta » Thu Jan 26, 2006 2:58 pm

Plissssssssssssssssssss, dajcie następną część!! Ja normalnie kocham tego ficka :D Jest wspaniały, poprostu miodzio :D Gratuluję autorowi :D I proszę o dalsze rozdziały tego cudeńka :)

inti
Fan
Posts: 681
Joined: Sun Dec 21, 2003 3:03 am
Location: wawa centralna, peron 2, sektor 3

Post by inti » Thu Jan 26, 2006 7:30 pm

czy ja juz pisalem o tym, ze nie rozumie -a no chyba już pisałem..

User avatar
LadyM
Gość
Posts: 57
Joined: Tue Nov 23, 2004 7:15 pm
Contact:

Post by LadyM » Mon Mar 20, 2006 5:31 pm

część 23


Zabawne jak wszystko zmienia się tuż przed twoim nosem. Te wszystkie drobne rzeczy, których nie zauważasz, aż zdarzy się coś, co przykuje twoją uwagę. Marii nie było w moim życiu przez siedem lat, sądziłam, że zdołam się przyzwyczaić. I nagle wróciła. I byłam tak szczęśliwa. Ale dzisiaj, rozmawiając z nią od serca...to tylko wzmocniło uczucie, jak niesamowicie jest mieć ją znów przy sobie. I że to naprawdę ona. Podobnie jak reszta z nas, ona także zmieniła się przez te lata. Niektóre różnice są subtelne, inne rażące. Wciąż nie jest tak otwarta jak dawniej...ale wiem, że to tylko kwestia czasu. Wciąż się obwinia. Boi się powrotu do Roswell i tego, że Michael jej nigdy nie wybaczy. Nie wiedziałam, co jej powiedzieć, więc powiedziałam po prostu to, co myślałam. Na takie pytania nie ma właściwych odpowiedzi, prawda?

Byłam na dachu, zrobiłam sobie krótką przerwę...no dobra, paliłam...kiedy pojawiła się Maria.

„Powiedzieli, że cię tu znajdę. .To twoja palarnia?”

„Tak, dokładnie. Usiądziesz?” Wskazałam, aby siadła obok mnie. Podeszła i opadła na krzesło. Coś jest nie tak. „Co się stało?”

„Masz na myśli oprócz tego wszystkiego?”

„Maria.” Przewraca oczami i po chwili zaczyna opowiadać.

„Wczoraj wieczorem powiedziałam Fistaszkowi kto jest jej ojcem.” Nie spodziewałam się tego tak szybko. Maria wciąż mówiła. „PO prostu przyszła i zapytała Michaela o jego rodziców, potem dodała, że ona nie poznała swojego taty. Tak po prostu, tuż przed nim! Nie mogłam czuć się gorzej.”

Ciekawi mnie jak Michael czuł się podczas tej rozmowy. „Jak zareagował Michael?”

„Bardzo dobrze. Podczas gdy ja czułam, że zaczynam się zatapiać, on po prostu odpowiadał na jej pytania. Nawet nie mogłam na niego spojrzeć, Liz. Potem ona wróciła do pokoju, a on poszedł się z nią pożegnać. Potem wyszedł.”

Przerwała i spojrzała na mojego papierosa. „Kiedy zaczęłaś palić?” Całą Maria, całkowicie zmienia tor rozmowy, gdy tylko zechce.

„Oh, zaraz po tym jak odlecieli walczyć. Pamiętasz Kelly z pierwszego roku?”

„Tą tlenioną bimbo?” Tęskniłam za tymi jej określeniami i nie mogę powstrzymać śmiechu.

„Właśnie. Ona mnie namówiła na jakiejś imprezie, na którą poszłam z Kylem i Alexem topić smutki.”

„Czy Maxa to denerwuje?” Tego się nie spodziewałam. Czekałam raczej na jakiś wykład w stylu ‘jesteś-lekarzem-to-jest-dla-ciebie-złe’.

„Tak.” Uśmiecha się do mnie.

„Co?”

„Idealna Liz Parker pali. Można byłoby pomyśleć, że prędzej ja zacznę palić. To tylko przypomina mi ile straciłam. Jak wiele się zmieniło.”

Zdaję sobie sprawę do czego prowadzi ta rozmowa. Nie minęło dużo czasu od powrotu Marii i mimo że sporo razem przebywałyśmy, nie rozmawiałyśmy o tym. Prawda jest taka, że od kiedy to się zaczęło, nie rozmawialiśmy dużo. Jasne, rozmawiam z Marię i Michaelem, ale oboje są wciąż zamknięci i próbują uporać się z tym wszystkim sami. Max i Michael też rozmawiają, ale przypuszczam, że Max nie wyciąga z Michaela więcej niż ja. Ale jeśli chodzi o obecną sytuację...o tym nie rozmawiamy. I zdaję sobie sprawę, że właśnie zaczynamy.

„Siedem lat. To dużo czasu.” Patrzy na mnie i dostrzegam żal w jej oczach, kiedy odwraca wzrok.

„Maria. To tylko stwierdzenie. Faktu. To znaczy nie chciałam...no wiesz, sprawić ci przykrości.” Czuję jakbym znów była małą Liz Parker, która musi wyjaśniać każde swoje zdanie. Ale przynajmniej to działa.

„Masz rację. To dużo czasu. Mam sześcioletnią córkę. Ty jesteś lekarzem. Max jest inżynierem. Alex jest menagerem. Michael artystą, a Kyle nauczycielem. Nie mogę uwierzyć, że tyle czasu minęło.”

Słyszę żal i świadomość tych wszystkich zmian w jej głosie. Siedem lat to dużo czasu, cholera!”

„Maria...”

„Tak?”

„Dlaczego?”

Jej oczy rozszerzają się, gdy przetwarza moje pytanie. Po chwili znów patrzy na mojego papierosa.

„To działa? No wiesz, jeśli chodzi o stres i uspokajanie się.”

„O tak. Po tym jak zobaczyłam cię pierwszy raz. Paliłam jak komin. Po rozmowie z tobą? Chyba wypaliłam całą paczkę w drodze do domu. Dlaczego pytasz? Chcesz spróbować?”

„Nie wiem. Są ohydne.”

„To prawda.”

Zastanawia się, nie jestem pewna czy nad moim pytaniem czy papierosem.

„I tak będziesz musiała odpowiedzieć na moje pytanie, wiesz o tym.” Przewraca oczami. Odbieram to jako dobry znak.

„No dobra, chyba spróbuję jednego.”

„Nie...żartowałam, Maria.”

„A ja nie. Jeśli to uspokaja, w takim razie podaj jednego.”

„Maria, jestem lekarzem. To już dość egoistyczne, że ja palę...nie dam ci papierosa. Masz pojęcie o uzależniającym wpływie nikotyny?”

„Dobrze!”

Zaciągam się papierosem, zastanawiając się dlaczego tak je uwielbiam. Dlaczego to uczucie zrelaksowania jest takie odurzające. Obserwuje jak palę. „Maria, wciąż nie odpowiedziałaś na moje pytanie...”

„Powiedziałam, że chcę spróbować.” Znowu zmienia temat.

„Nie to pytanie.”

„Pokaż mi jak się pali, Evans. Potem odpowiem na twoje pytanie.” A więc daję jej jednego. Reaguje tak samo, jak Michael, kiedy zdecydował, że chce zapalić. Zakrztusiła się dymem, ale nie przerywa. Czasami...nie poddaje się tak łatwo.

Nie mogę uwierzyć, że dałam Marii papierosa.

„Zawsze tak smakują?”

„Tak i nie. Tak, zawsze tak smakują. Ale nie, kiedy czujesz ogromną potrzebę zapalenia i w końcu dostajesz papierosa, wtedy smakuje bajecznie.”

Przez chwilę palimy w ciszy, Maria próbuje się przyzwyczaić.

„Chciałabym wiedzieć dlaczego nie skontaktowałam się z nikim po jakimś czasie. Zwłaszcza to tym, kiedy wiedziałam, że Nasedo nie żyje. Ale to był po prostu strach. Strach przed tym, co mogłoby się stać. Strach przed tym, jak byście zareagowali. Strach przed tym, że może zapomnieliście o mnie. Strach przed wszystkim.”

„Przed Michaelem?”

„O Boże tak. Strach przed Michaelem. Gdyby on zrobił mi coś takiego...zabiłabym go. Po prostu bym go zabiła. Byłam jednocześnie zaskoczona i nie zaskoczona jego reakcją, kiedy pojawił się w moich drzwiach. Ale nie chcę o nim jeszcze rozmawiać.”

„Maria...”

„Liz...” Naśladuje mój ton głosu. „Liz. Chcę...nie, muszę wiedzieć, co ty czujesz. W stosunku do mnie.”

Co czuję? Kocham ją. To Maria, moja siostra. I jestem wściekła. Oczywiście jestem wściekła na nią. Jak mogłabym nie być. Jestem człowiekiem. A ona okłamywała nas przez ostatnie lata. Okłamywała Michaela. On jest dla mnie tak ważny. I wyraźnie pamiętam następstwo tej śmierci. Ale widzę też, kto jest przede mną. Pamiętam, kogo zobaczyłam w szpitalnym łóżku. I ta różnica...jest olbrzymia. Już jakiś czas temu podjęłam decyzję...chować urazę albo ją przezwyciężać. Przezwyciężam ją.

„Masz na myśli, czy jestem na ciebie wściekła?”

„Tak. Co czujesz Liz? Nie rozmawiamy o tym. A przynajmniej ja o tym nie rozmawiam. Powiedziałam mojej córce, kto jest jej ojcem i jestem zbyt przerażona, by podnieść słuchawkę i powiedzieć o tym Michaelowi, bo nie rozmawialiśmy o tym. O niczym nie rozmawialiśmy. Boję się zobaczyć z moją mamą. Jak mam to zrobić? Zadzwonić czy po prostu przyjechać? Mam poprosić Kyle’a albo Michaela, żeby ją przygotowali? Co mam robić?” Wyrzuca papierosa i wskazuje, żebym podała jej następnego.

W jej głosie pojawia się desperacja. Nie zazdroszczę jej. Chciałabym mieć dla niej jakieś rady. Chciałbym móc podać jej odpowiedzi, tak jak w zadaniach z geometrii. Ale to nie jest zadanie z geometrii. To jest życie. I oddziałuje na dużą grupę ludzi.

„Maria, byłam wściekła i zraniona, kiedy się dowiedziałam. I czułam się taka samotna. Bo nie mogła porozmawiać o tym z ludźmi, których potrzebowałam. Nie mogłam im przekazać niesamowitej wiadomości, że żyjesz i nic ci nie jest. I że masz córkę. Byłam na ciebie wściekła. Przez jakieś pięć sekund. Bo to byłaś ty. Żyłaś. I to znaczy dużo więcej niż mój gniew. Ale musiałam z kimś porozmawiać. Musiałam. Więc zadzwoniłam po Kyle’a.”

„Kowboj Kyle. Boże, nawet nie wiesz jak byłam na ciebie wkurzona. Ale wiesz co, przebywanie z nim w tamtym tygodniu po załamaniu było wspaniałe. Jak za dawnych czasów. Jak wtedy, gdy z jakiegoś powodu potrzebowałaś go przy sobie. On sprawiał, że zapominałaś o całym smutku. I był taki dobry dal Fistaszka.”

„Pamiętam jak na drugim roku pokłóciłaś się z Michaelem i zatrzymałaś się u Kyle’a na trzy dni. Michael był strasznie wkurzony na Kyle’a, bo nie chciał go wpuścić do domu.” To było zabawne. Pokłócili się o coś...nawet nie pamiętam o co chodziło. Maria wyprowadziła się do Kyle’a i nie chciała rozmawiać z Michaelem przez trzy dni. On spędził większość tego czasu ze mną i z Maxem, wściekając się.

„Tak. I dziwnym trafem przez jeden dzień nie było ciepłej wody. Ciekawe dlaczego?”

„Wiesz, że Max to naprawił?”

„Oczywiście. Nie było szans, żeby ten uparciuch to zrobił.”

„On jest lepszy w tego typu rzeczach.”

„Jesteście naprawdę dobrymi przyjaciółmi, prawda?”

„Tak, Michael jest dla mnie bardzo ważny, Maria. Nie będę cię okłamywać. Niewielu ludzi mogło się do niego dostać...po...i kiedy otworzył się przede mną...to przypieczętowało naszą przyjaźń.”

„Jak bardzo zdradzony się poczuł, kiedy odkrył, że wiedziałaś?”

„Stałam się największym wrogiem. Na jakieś dwa dni. Dzwonienie do niego ze szpitala też raczej mi nie pomogło. Byłam na niego wściekła za to, że mnie śledził. Po tym jak zobaczyłam ciebie.”

„To nie była niczyja wina. Wiesz o tym, prawda?”

„Wiem. Ale to nie sprawia, że to uczucie znika. Odpowiedzialności. Bo jak zobaczysz kogoś w takim stanie...naprawdę ciężko jest myśleć, że to niczyja wina.”

„Powiedziałam mu, że to nie przez niego. Widziałam to w jego oczach...czuł się za to odpowiedzialny.’ I wciąż się tak czuje.

„Tak, powiedział mi o tej rozmowie. I jak już powiedziałam...mój telefon raczej nie pomógł.”

„Boję się go.”

„Michaela?” Dlaczego?

„Tak.”

„Maria. On nie jest tak impulsywny jak kiedyś. Nie przez cały czas. To było tylko...”

„Nie to mam na myśli. Boję się go z powodu tego, co czuję za każdym razem, gdy jesteśmy w jednym pomieszczeniu. Ten obezwładniający ból. Ból, który ja spowodowałam. Ze wszystkiego, co przeszedł przez całe życie...to ja skrzywdziłam go najmocniej. Odebrałam mu jego rodzinę.” O nie, nie pozwolę ci tak myśleć...

„Maria-”

„Nie, Liz. Nic, co wydarzyło się na jego planecie nie może się równać z tym, co ja mu zrobiłam. To, jaki był w moim domu...było niczym w porównaniu z tym, no co zasłużyłam. Niczym. Gdybyś go widziała w jej pokoju tego wieczoru. Wtedy wiedziałam, że już więcej nie wytrzymam. Nie mogłam już dłużej walczyć, bo straciłabym to. I straciłam.

„Po prostu był w szoku. Był wściekły zraniony.” Był po prostu...Michaelem.

„Tak, wiem o tym. Byłam tam, pamiętasz?”

Jej stwierdzenie zszokowało mnie. „Przepraszam. Nie to miałam na myśli. Po prostu...widziałam jego reakcję.”

„Nie bój się z nim porozmawiać. Czasami wciąż jest starym Michaelem. Ale zdziwiłabyś się jak bardzo się zmienił przez ostatnie lata.”

„Wiem o tym. Pozwala mi same uporać się z Fistaszkiem. Na wszystko się zgadza.”

„Bo zdaje sobie sprawę, że wiesz, co jest dla niej najlepsze.”

„Bo ukrywałam ją przed nim.” O nie. Nie znowu...

„Maria, przestań żyć przeszłością. Dla dobra wszystkich. Ona teraz wie, kim jest jej ojciec. Powiedz mu o tym. Wiem, że nie będziesz ej utrzymywała z dala od Michaela.”

„Nie. Tylko, że-”

„Boisz się. Wiem. Ale czego tak naprawdę się boisz?”

„Schowałam swoje uczucia do niego gdzieś głęboko na siedem lat, Liz. Siedem lat. Wszystko, co miałam to wspomnienia, sny i ona. Jej oczy. Boże! Masz pojęcie jak to jest patrzeć w te oczy każdego dnia? Obserwować jak robi różne rzeczy zupełnie jak...jak Michael?! On zaczął żyć dalej...a ja wciąż jestem w miejscu, w którym byłam siedem lat temu!”

„Wciąż go kochasz.” Jej oczy napełniają się łzami, odwraca wzrok. Zapalam dwa papierosy i podaję jej jednego.

„Dzięki.” Zaciąga się kilka razy, odzyskuje siły. „Tak, wciąż go kocham.”

„I dlatego tak cię to męczy...przebywanie z nim.”

„Tak. Chcę się rzucić przed nim na kolana i błagać o cokolwiek...żebym tylko nie musiała czuć tego bólu za każdym razem, gdy jest w pobliżu.”

Spoglądam na nią. Wpatruje się w linię horyzontu. Chciałabym móc jej odpowiedzieć...ale nie mogę. Nie mam pojęcia, przez co ona przechodzi, ani co powiedzieć, by poczuła się lepiej.

„Jego ostatnie słowa, gdy widziałam go wtedy. Te słowa mnie dręczą. Powiedział: ”Nigdy ci tego nie wybaczę”. I uwierzyłam mu. Wierzę mu.”

„Skarbie.” Przesuwam moje krzesło bliżej i obejmuję ją. Kładzie głowę na moim ramieniu. „To po prostu Michael...będący Michaelem. Tyle emocji nagle zaczęło wirować mu w głowie, był zdezorientowany. Ale jeśli chcesz, żeby wszystko się ułożyło, musisz z nim porozmawiać.”

Maria tylko westchnęła i siedziałyśmy tak przez chwilę. Potem rozmawiałyśmy o Amy. O jej strachu przed poinformowaniem matki, że żyje. A ja nie miałam dla niej żadnej rady. Kyle i Michael znają ją teraz najlepiej. Powiedziałam jej to. Chciała dowiedzieć się czegoś o jedo wizytach u Amy, ale nie powiedziałam jej wiele. Jeśli chce się dowiedzieć...musi zapytać jedną z dwóch osób.

„Liz...boję się Roswell.”

„Roswell czy twojej mamy?”

„No dobra, mojej mamy. Co jeśli ona mi nie wybaczy?”

I wtedy to usłyszałam. Marię, którą znałam. Tą wystraszoną, małą dziewczynkę, która chciała, by ojciec ją kochał.

„Wybaczy ci. Po tym jak pobiję cię gazetą.” Śmieje się i czeszę się, że rozładowałam trochę napięcie. „Poważnie, Maria. Ona nie wierzyła, że odeszłaś przez naprawdę długi czas. Czy to ją zrani? Tak. Czy to ją zabije? Prawdopodobnie. Zareaguje w ten sam sposób, co my. Z tą różnicą, że na końcu będzie z tobą i Kaelą przez resztę życia. Maria...przywracasz jej córkę. Sama jesteś mamą. Musisz wiedzieć...”

„Nigdy nie chciałam nikogo tak skrzywdzić, Liz. Nigdy. Po prostu...Boże, nienawidzę mówić, że po prostu tak się stało, ale to prawda. Wiem, że to nie wystarczy. Ale nie byłaś tam...nie czułaś tego, co ja czułam, nie słyszałaś tego, co ja...nie możesz tego naprawdę zrozumieć. Ale nie ważne, co powiem...skutek jest ten sam. Oszukałam. Wszystkich, którzy kiedykolwiek coś dla mnie znaczyli. Oszukałam. I teraz...muszę uporać się z najgorszym. Tak, moja mama jest najgorszym z tego wszystkiego.”

Ma rację. Nie ważne jak bardzo chcemy ją osądzać i nienawidzić za to, co zrobiła...nie możemy. Nie było mnie tam. To nie przytrafiło się mnie...i kto wie, co ja bym zrobiła, gdyby role były odwrócone. Gdybym to ja była w ciąży. Ale...powiedzenie prawdy Amy...to będzie bardzo trudne. Lepiej niech Maria się na to przygotuje. Bo Amy nie spuści jej z oczy, gdy już powróci.

„Poradzisz sobie, wiesz o tym. Ale będziesz potrzebować pomocy. I są dwie osoby, które mogą ci pomóc. I radzę użyć ich obu. Bo, Maria...on to zrobi. Przysięgam...zrobi to. Ale musisz go poprosić o pomoc. A to wymaga rozmowy z nim.”

Nie odpowiedziała mi, wpatrywała się w widok na miasto. Ale wiem, że poważnie się nad tym zastanawiała. I zdecydowałam zaufać jej. Zaufać, że porozmawia z Michaelem. Bo wiem, jakie to dla niej ważne...naprawienie tego. I jeśli tylko damy jej trochę przestrzeni, zrobi to, co należy. Postąpi słusznie.
The best kind of kiss is the one where you have to stop because you can't help but smile.

Post Reply

Who is online

Users browsing this forum: No registered users and 1 guest