DWIE SIOSTRY

Piszesz? Malujesz? Projektujesz statki kosmiczne? Tutaj możesz się podzielić swoimi doświadczeniami.

Moderators: Olka, Hypatia, Hotaru, Hotori

Post Reply

Podoba Ci się to opowiadanie ?????

Tak, jest cool !!!!!
2
25%
Bardzo fajne.
0
No votes
Przeciętne.
4
50%
Nia za fajne.
0
No votes
Jest beznadziejne !!!!!
2
25%
 
Total votes: 8

User avatar
Tess
Pleciuga
Posts: 43
Joined: Wed Jan 19, 2005 12:01 am
Location: Antar ;-) Waiting For The Story To Finally End (MAD)
Contact:

DWIE SIOSTRY

Post by Tess » Wed Feb 02, 2005 9:11 pm

Autorka: Tess.
Tłumacz: Nie ma.

DWIE SIOSTRY

Część 1: Przeznaczenie.

( To opowiadanie zaczyna się w momencie gdy kosmiczna trójka wyszła z inkubatorów, a następnie po I serii. Są jednak dwie różnice w porównaniu z serialem i kilka innych drobnych szczegółów które nie wpływają na akcję, a mianowicie to iż Isabell jest siostrą Marii. Isabell została zaadoptowana w wieku sześciu lat przez panią DeLuca i nie było jeszcze FBI. Jeszcze jedno szeryf i Kyle znają prawdę. )

Maria wraz z mamą jechała samochodem gdy zobaczyły na drodze dziecko, była to dziewczynka i miała około sześciu lat. Była bardzo wystraszona i nie bardzo wiedziała co się dzieje wokół niej.

—Mamo, zobacz tam ktoś jest! – mówiła Maria do matki gdy jechały samochodem.

—Maria nie przeszkadzaj jestem zajęta. – odpowiedziała córce .

—Ale tam naprawdę jest ktoś, to chyba jakaś dziewczynka.
DeLuca spojrzała w bok i zaniemówiła. W oddali ujrzała małe dziecko w wieku swojej córki. Była to z pewnością dziewczynka, nie miała na sobie żadnego ubrania i wyraźnie wyglądała na przerażoną. Zatrzymała się i podeszła do dziecka:

—Jak masz na imię? – zapytała, ale dziewczynka popatrzyła się na nią nic nie rozumiejąc.

—Mamo ona nie rozumie. – powiedziała Maria.

—Jest gdzieś w twoim wieku, musi umieć mówić. – i w tej samej chwili chciała wziąć dziecko za rękę, ale ono popatrzyło się nieufnie i zrobiła krok do tyłu.

—Choć, nie bój się – Maria zawołała łagodnym, dziecięcym głosem i zbliżyła się do dziewczynki biorąc ją za rękę.

—Maria........

—Mamo ona się boi.

—Nic jej nie będzie – powiedziała Amy i chciała wziąć dziewczynkę za drugą rączkę ale ona odsunęła się. Wsiadły we trzy do samochodu . Amy dała dziewczynce koc i zapięła ją i córkę pasami. W czasie gdy jechały do Roswell Maria trzymała nową koleżankę za rękę i mówiła ciągle coś do niej.
Amy zawiozła na drugi dzień dziewczynkę do sierocińca. Maria błagała matkę aby tego nie robiła, ale nic nie wskórała. Przez te dwa dni Maria bardzo związała się z nową koleżanką i nawzajem. W sierocińcu:

—Nie mamo zabierzmy ją do domu błagam. – krzyczała Maria gdy rozdzielano ją z przyjaciółką.

—Proszę zabrać córkę, nie może przywiązywać się tak do obcego dziecka – powiedziała opiekunka domu dziecka.

—Maria idziemy do domu.

—Nie, ja sama nie wrócę – krzyczała.
Godzinę później była już w domu. Amy próbowała wytłumaczyć córce że nie może się tak zachowywać, bo to nic nie da.

—Isabell już nie wróci – powiedziała do córki.

—Kto ją tak nazwał?

—Bardzo ładne imię.

—Maria zrozum nie możesz mieć wszystkiego, to człowiek nie zabawka.

—Isabell jest moją siostrą.

—Co ty wygadujesz, nie masz rodzeństwa, dobrze o tym wiesz.

—Ale Isabell jest dla mnie jak siostra.

—Nawet się do ciebie nie odezwała.

—Siostry nie potrzebują rozmawiać aby się zrozumieć – mówiła Maria, nie dając za wygraną.

—Dość tego gadasz głupoty, nie będziemy więcej rozmawiać na ten temat zrozumiano?

—Nie

—Maria idź do swojego pokoju i nie wychodź dopóki nie .......... dopóki nie przemyślisz wszystkiego i nie będziesz zachowywać się normalnie. – rozkazała Amy.
Maria nie wychodziła z pokoju przez cały dzień. Amy martwiła się o nią, nigdy Maria się tak nie zachowywała. Tak było przez cały tydzień Maria prawie w ogóle przestała się odzywać. Po tygodniu zadzwonił telefon:

—Dzień dobry mówi wychowawca domu dziecka, czy rozmawiam z panią Amy DeLuca? – zapytała kobieta.

—Tak, czy coś się stało?

—Jakiś tydzień temu przywiozła pani dziewczynkę do nas, prawda?

—Rzeczywiście, czy coś się stało?

—Otóż mamy poważny problem z tą dziewczynką, którą nazwaliśmy Isabell, ponieważ nie wiadomo skąd się ona wzięła. Nie odnaleźliśmy jej rodziców ani nikogo z rodziny.

—No dobrze, ale w czym ja mogę państwu pomóc?

—Nie dobrze jest z nią, ona bardzo zaprzyjaźniła się z pańską córką i nie wiemy co z nią zrobić.

—Ale proszę mi w końcu powiedzieć co ja mam z tym wspólnego i moja córka?

—Isabell odkąd do nas trafiła nie je , nic nie mówi, w ogóle na nic i na nikogo nie reaguje. Nie wiemy co mamy robić , bo nigdy nie mieliśmy takiego przypadku, a więc jeśli by pani mogła to żeby pani przywiozła swoją córkę. To jedyna szansa na jakiekolwiek skontaktowanie się z nią.

—A psycholog nie pomógł?

—Jak już powiedziałam nic nie pomogło.

—No dobrze przyjadę z Marią za godzinę.

—Dziękuję bardzo. Do widzenia.

—Do widzenia.
Amy nie wiedziała co myśleć, może źle potraktowała Marię, zresztą jej córka się prawie do niej nie odzywała. Wszystko, każde słówko trzabęło od niej wyciągnąć.

—Maria, jedziemy do Isabell! – zawołała do córki.

—Do Isabell, wspaniale – krzyknęła uradowana.
Niecałą godzinę później były na miejscu.

—Isabell ! – zawołała Maria.

—Maria! – zawołała dziewczynka.
Wszyscy zarówno pracownicy placówki jak i sama Amy zaniemówili.
Amy – Ona się odezwała?

—Chyba tak, na pewno, po raz pierwszy coś powiedziała.
W tej samej chwili Isabell i Maria padły sobie w ramiona i już się nie opuściły. Amy postanowiła dla dobra Marii i Isabell że ją adoptuje. Tak też się stało, dwa miesiące później Isabell była członkiem rodziny. Niecały rok później dziewczynki poszły do pierwszej klasy. Były nierozłączne, wszędzie chodziły razem. Dwa lata później poznały Alexa Whitmana, a rok po nim Liz. Wszyscy w czwórkę byli nierozłączni. Trzy lata później po poznaniu Liz zaprzyjaźnili się z Maxem Evansem i Michaelem Guerinem, którzy jak się później okazało byli tacy sami jak Isabell. Maria od razu dowiedziała się kim jest jej siostra, później z czasem poznali też prawdę Alex i Liz. Gdy wszyscy mieli po piętnaście lat prawdy dowiedział się Kyle Valenti, który był synem szeryfa, ale jego ojciec dopiero później odkrył prawdę. Rok po tym, jak prawdy dowiedział się Kyle do Roswell przyjechała Tess Harding i jak się okazało była czwartą kosmitką.

Dziesięć lat później !!!

Ciepły, słoneczny, wrześniowy poranek budził mieszkańców Roswell. Miasto tętniło życiem w szczególności o tej porze roku. Jednak od jakiegoś czasu dom DeLuca nie był już taki sam. Jedna osoba wprowadziła takie zamieszanie, jednak w szczególności właśnie Isabell i Maria się zmieniły. Obydwie jak ognia unikały Michaela wielkim łukiem. Przeznaczenie niby słowo a potrafi tak namieszać. Tess bezwzględnie ukazała im kim są: marionetkami których życie zostało z góry zaplanowane. Świat i marzenia całej paczki legły w gruzach. Starali się tym nie przejmować ale słowa Tess powracały niczym bumerang.
W domu DeLuca:

—Isabell nie załamuj się, w końcu to tylko głupie przeznaczenie nie musicie go sumiennie wypełniać bo ... bo nie chcecie. – mówiła Maria która w rzeczywistości wcale nie czuła się lepiej.

—Maria sama tak nie uważasz, każda z nas wie że to koniec! – mówiła coraz bardziej łamliwym tonem,

—Wcale nie, po prostu to dla nas jest jeszcze szok, wiem że nigdy nie będzie tak jak dawniej ale to nie koniec.

—Sama słyszałaś jak musi być.

—Ty chyba go nie kochasz? Prawda? – zapytała podejrzliwie.

—Oczywiście że nie, jest dla mnie jak brat i ty dobrze o tym wiesz. Zresztą nie mogłabym odebrać siostrze chłopaka.

—Nie kręć!!!

—O co ci chodzi?

—Mówiłaś że jest jak przyjaciel, to dlaczego mówisz że nie potrafiłabyś chodzić z moim chłopakiem?

—Nie kocham go, kocham wiesz

—Alexa – dokończyła Maria

—Zresztą Isabell i tak zerwaliśmy z Michaelem.

—Na jak długo?

—Przestań- obie zaczęły się śmiać i w tej chwili przyszedł Michael.

—Cześć wam.

—Czego chcesz? – zapytała Issy.

—Nie wiem jak wy, ale musimy pogadać... w trójkę. – dość niepewnie powiedział Michael chcąc być stanowczym, co jednak nie za bardzo mu wyszło.

—O czym? – spytała Maria, choć w rzeczywistości dobrze wiedziała o co mu chodzi.

—Tak dłużej być nie może! Najpierw ty Isabell udajesz obrażoną, nie odzywasz się i unikasz mnie jak ... sam nie wiem co, że nie wspomnę o tobie Maria. Bo ty to już w ogóle jesteś dziwna. Nawet nie zerwaliśmy a ty umawiasz się z tym Marshall'em. Wiecie co jesteście szurnięte i to obie, zresztą co się dziwić siostrzyczki papużki nierozłączki.

—Michael zamknij się do cholery!!! Jak mam z tobą rozmawiać. Przecież tam byliśmy małżeństwem, to dla mnie koszmar, jakaś paranoja. Ja ciebie traktuję jak przyjaciela, zawsze nim byłeś dla mnie i ... chciałam żeby tak było .

—To o co ci chodzi?

—Muszę mieć czas na pogodzenie się z tym, ja i Maria.

—Jej to nie dotyczy jest tylko człowiekiem.

—Tylko człowiekiem, nie odzywaj się do mnie ty tylko najgłupszy z głupich ufoludku. – wkurzyła się Maria.

—Michael, Maria uspokójcie się! I nie mów tak nigdy więcej do mojej siostry, bo jak wiesz Maria jest najbliższą dla mnie osobą. A teraz Michael idź już, jesteśmy wszyscy zdenerwowani i możemy powiedzieć coś czego będziemy później żałować. Porozmawiamy jeszcze w trójkę, ale musimy poczekać, żadne z nas nie jest jeszcze gotowe do prawdziwej, szczerej rozmowy.

—Masz rację, nie potrzebnie tu przyszedłem.

—To nie prawda dobrze że tak się stało, wyjaśniliśmy wszyscy sobie że to nie czas i pora na rozmowę.

—Do zobaczenia w szkole Michael.

—No to pa.

Tak naprawdę nikt nie był jeszcze gotowy do rozmowy. Nie tylko Michael, Maria, Izzy, ale także Liz, Kyle, Alex i Max. Stosunki między wszystkimi stały się napięte, każdy był bardzo czujny a zarazem zagubiony. Chyba więz miedzy Isabell i Marią się tylko nie zmieniła. Zawsze były nierozłączne, ale po tym jak pojawiła się Tess i wyjawiła kim jest i kim są pozostali, siostry jeszcze więcej czasu zaczęły ze sobą spędzać. Tylko Tess była spokojna, ujawniła się i pierwsza część planu została wcielona w życie. Martwiło ją tylko to że Maria i Isabell były siostrami, przecież tak nie powinno być. Tess co najmniej nigdy nie uwzględniała możliwości że Isabell będzie miała siostrę. Martwiła ją także więz jaka między nimi była, a była ogromna. A ona zdawała sobie z tego sprawę, ale nie wiedziała jaka jest ona w rzeczywistości silna. Wiedziała i już myślała jak by poróżnić Izzy i Marię. Jednak nie wiedziała że ktoś ją obserwuje, wie o jej planach, układzie z Kavarem, że ten ktoś sam jest w układzie z władcą Antaru i kimś bliskim dla niej samej. Sam Khavar nie zdaje sobie sprawy z siły i potęgi tej osoby, myśli że ta sobą jest mu wierna, nie pamięta co wyrządził jej i jej rodzinie. Ten ktoś jest potężniejszy niż mogłoby się wydawać i z pewnością zrobi wszystko by przypomnieć Tess kim jest naprawdę i zniszczyć Kavara raz na zawsze.

Ciąg dalszy nastąpi.
Image
Image Image Image

Post Reply

Who is online

Users browsing this forum: No registered users and 1 guest