Page 1 of 3

Depresja

Posted: Sat Oct 04, 2003 6:11 pm
by Hotori
Chciałam tu porozmawiać o depresji, która ostatnimi czasy rozprzestrzenia się na niewyobrażalną skalę, szczególnie u młodych, choć oczywiście nie tylko.
Depresja to choroba, wymagająca leczenia. Człowiek mający depresję traci siły i chęci do życia, nie je, nie ma ochoty na kontakty z ludzmi, zamyka się w sobie, często występują u niego rozmaite stany lękowe, nie jest w stanie zapanować nad swoim życiem i samemu wziąc się w garść. Czy kiedykolwiek mieliście depresję ? Ja tak, i muszę powiedzieć, że wyszłam z niej jedynie dzięki wsparciu najbliższych. Co może wywołać depresję ? Różne czynniki - śmierć bliskiej osoby- mój przypadek, kłopoty finansowe, brak perspektyw na przyszłość, zjawiska patologiczne w rodzinie, a nawet kłopoty w szkole.
Jak myślicie, jak można radzić sobie skutecznie z depresją ? Czy można obejść się bez leków i wizyt u lekarza ?

Posted: Sat Oct 04, 2003 6:28 pm
by zulugula
tzw stany depresyjne kiedy nie chcemy nikogo widzieć i nie mamy chęci do życia zdarzają się każdemu..... najgorzej kiedy zdarza się to co raz częście i częściej a ludzie to poprostu lekceważą....
Hotori zadałaś trudnbe pytanie. Czy można obejść się bez leków :roll: Pisałaś, że Tobie pomogli najbliźsi, więc może to kwestia indywidualna?

Posted: Sat Oct 04, 2003 7:01 pm
by Hotori
To oczywiście jest sprawa indywidulana...i dlatego pytam jakie są wasze propozycje...czy macie sposób na depresję ?

Posted: Sat Oct 04, 2003 7:09 pm
by luki
Wydaje mi się, że przyczyną wielu depresji jesteśmy my sami oraz nasze najbliższe otoczenie. Weźmy coś, co chyba najbardziej dotyczy młodzież czyli kłopoty w szkole. Wielu młodych ludzi jest nadmiernie i chorobliwie ambitnych (zupełnie niepotrzebnie) i gdy zdarzają im sie nie powodzenia od razu łapią doła. Winni często są też rodzice, którzy wywierają nadmierną presję na swoje dzieci (tu znowu winna jest niezdrowa ambicja). Te drugie przypadki są na pewno bardzo ciężkie, bo traci sie wtedy możliwość oparcia w najbliższych. Zostają wtedy przyjaciele i pomoc specjalisty. Ogólnie ważne jest wyżalenie się innym, bo wątpie, żeby komuś udało się samemu wyjść z depresji.

Osobiście sam nie miałem nigdy depresji lub jakiegoś psychicznego dołka. Może dlatego, że dotychczas życie nie postawiło przede mną jakiś naprawdę trudnych problemów? A może dlatego, że nie biorę sobie zbytnio wielu rzeczy "do głowy"? Choć z drugiej strony nie wiem jakbym się zachował po śmierci kogoś z bliskich mi osób...

Posted: Sat Oct 04, 2003 7:17 pm
by Hotori
Luki nie wątpliwie masz rację- chore ambicje. Znam ten problem od podszewki, bo w mojej rodzinie też był taki problem, z moją siostrą. Nasz tata, erudyta, wielki profesor fizyki, naprawdę znany nie tylko w Polsce, ale nieważne...po prostu żyłyśmy pod jego presją, że musimy być takie jak on, takie idealne...szczególnie moja siostra wzięła sobie to do serca, i to w końcu doprowadziło ją do stanów nerwicowych, na szczęście nie takich poważnych. Ale teraz kiedy wszystko sobie wyjaśniliśmy jest okey, nie mniej jednak miałam takie problemy.

Posted: Sun Oct 05, 2003 12:55 am
by Maxel
Bardzo ciekawy temat. Jakze mi bliski. Wedlug wszystkich mi poznanych pojec najblizszym dla mnie napewno byloby pojecie "nerwica lekowa" - w najbardziej skrajnych przypadkach jest to np mycie rak nawet do kilkuset razy dziennie. klasyczny przypadek. Cale szczescie nie mam takich problemow ale sytuacja rodzinna w domu napewno odbija sie na moim umysle. Czy jest to depresja ? Zapytam sie mojego lekarza, z tego co czytalem nie wszystko trzeba leczyc lekami antydepresyjnymi, choc dawkowanie w naprawde malych ilosciach nie wyrzadzaja zadnej szkody.

Posted: Sun Oct 05, 2003 1:47 pm
by Guest
Cieszę się, że podoba wam się ten temat, jest niewątpliwie ważny. Maxel powiedział coś bardzo istotnego- nie wszystko trzeba leczyć lekami. I tu się zgadzam, i tu pojawia się kolejny problem. Są ludzie, którym leki na początku pomagają, ale w rezultacie , w procesie przyzwyczajania do nich organizmu okazuje się, że dalej bez leków człowiek nie jest w stanie funkcjonować. Wpadając w takie uzależnienie, nie tylko już sobie nie pomagamy, ale szkodzimy. Pytanie brzmi : jak wyznaczyć umiarkowaną granicę leczenia, tak żeby z jednej choroby nie wpaść w drugą ?

Posted: Sun Oct 05, 2003 1:49 pm
by Hotori
znowu zapomniałam się zalogować. Ale kiedyś logowało mnie automatycznie...hm, jak to zrobić żeby z powrotem tak było ?

Posted: Thu Oct 16, 2003 9:43 am
by ciekawska_osoba
Hotori bardzo dobry temat - dziś bardzo łątwo wpaśc w depresję. Ja sama kilka razy miałam nawet dośc poważną, chociaż może niezbyt poważną, bo nikt z otoczenia się nie zorientowa - co najwyżej byli ździwieni moją małomównościa (zazwyczaj buzia mi się nei zamyka). Jeszcze parę lat temu było to spowodowane nauką - niestety założyłam sobie zbyt wysoką poprzeczkę i nie mogłam sprostać (niestety nie jestem geniuszem matematycznym ani wogóle ścisłowym) Jednak nigdy moja depresja nie doprowadziła mnie do myśli samobójczych jak np niektóych ludzi z mojego otoczenia. Bo uważam, że ani problemy w nauce ani np niepowodzenie w miłosci czy pracy nie są wystarczającym powodem by na cos takiego się poważyć.

Depresja może również doprowadzić do świadomej izolacji od otoczenia. Człowiek zaczyna bać się innych ludzi. Sama osobiście nie miałam takiej depresji ale znam pewną osobę, która właśnie cos podobnego przechodziła.

Jak sobie radzić z depresją? Chyba nie ma jednego uniwersalnego lekarstwa. W moim przypadku było odnalezienie tego w czym jestem najlepsza i poświęciłam sie temu. Dzięki temu wiem, ze nie zostanę nigdy jakimś super hiper ekstra fizykiem czy matematykiem, ale wiem, że doskonale sprawdzę się w innej materii. Poza tym działam według zasady: "Mierz siły na zamiary" i jak dotą bardzo dobrze na tym wychodzę. Owszem czasem łapie mnie dołek, ale z doświadczenia wiem, że i tak w końcu minie, więc zamykam się w pokoju, zapalam świeczkę i puszczam dołujące piosenki, po 3 piosence gdzieś mam dośc dołka i od razu humor mi się poprawia - ze smętnych piosenek przechodze na cośc weselszego i od razu ejst lepiej. Pozwalam by samo odeszło - wtedy mniej się człowiek męczy, a wiecznie zdołowana też nie będę chodzić bo z natury jestem bardzo pogodną osobą i niepoprawną optymistką więc dołki się mnie długo nie trzymają.

Poza tym dobrze mieć jakąś osobę, która potrafi rozweselić pomimo spapranego humorku

uff ale się rozpisałam - to wynik mojego ogranizonego przez naukę czasu na neta :oops: :P :D

Posted: Thu Oct 16, 2003 1:32 pm
by Doreen
Ja na szczęście nie doświadczyłam tej przykrej choroby... Ale niestety miałam okazję poznać ją z bliska, gdyż dotknęła 2 bliskie mi osoby :( Powiem jedno - to okropna rzecz! A najgorsze jest to gdy się nie wie jak pomóc takiej osobie... bo zazwyczaj osoby chore na depresje nie chcą słyszeć o pomocy lekarza czy tymbardziej brania jakiś leków :roll:
A jeśli chodzi o objawy to chyba każdy z nas je miewa. Każdy ma czasem gorsze dni... Kiedy się wydaje że nic nie ma sensu, nie ma się ochoty nic robić itp.
Janetko - ja wówczas robię to samo co ty!!! Też puszczam sobie najsmutniejsze piosenki jakie tylko mam i jak na ironię, to właśnie ich słucham jak mi jest smutno. I pomaga!!! Czuję się wtedy lepiej :) A czasem po prostu idę spać. I gdy się budzę, mam zazwyczaj lepszy humorek :D

Posted: Fri Oct 17, 2003 9:22 am
by sysia
hhhmmmm depresja miewałam kilka razy i zawsze ztego wychodziłam bez pomocy leków (nie licząc jakichś ziołowych uspokajajacych), jest to straszne , nie odzywam się w tedy do nikogo, a jak już (bo całkowite wyłączenie nie jest raczej możliwe mając męża i dwoje małych dzieci) to jest to raczej przykre dla otoczenia, unikam wszystkich jak ognia, słucham jednej piosenki w kółko - oczywiście piosenki dołującej, doskonale zdaję sobie sprawę ,ze jestem wtedy okropna dla wszystkich ale wtym czasie mam to gdzieś, doskonale równiez wiem że pomoże mi wygadanie się, ale muszę do tego dojrzeć, trwa to ok. tygodnia, wieczorami oczywiście biorę długą "relaksującą" kąpiel nadal słuchając jednej i tej samej piosenki i dołuję sie do reszty, aż w końcu wybucham i wyrzucam z siebię wszystko, później przez parę dni mam płaczliwe dni a później jest już spokój, oczywiscie do następnego razu
a moje depresje dotyczą ogólnie obecnej sytuacji na świecie, Polsce, ogólnej egzystencji , życia rodzinnego , czasami powodem mojej depresji są naprawde wazne rzeczy czy powody, ale czasami......., poprostu jak micoś wjdzie do głowy to jest mi to trudno z niej usunąć

Posted: Sat Oct 25, 2003 8:27 pm
by zajavka
Nie wiem o jak silną depresję chodziło Hotori, ale większość z was pisze o depresjach, tak naprawdę chwilowych.

Posted: Sat Oct 25, 2003 9:27 pm
by Graalion
Wreszcie poważniejsze potraktowanie tematu

Posted: Sat Oct 25, 2003 10:46 pm
by Hotaru
Depresja może również doprowadzić do świadomej izolacji od otoczenia. Człowiek zaczyna bać się innych ludzi.
Albo ludzie zaczynają go denerwować, przeraża ich szarośc, kompletny brak zrozumienia albo coś takiego jak opisuje ciekawska osoba:
chociaż może niezbyt poważną, bo nikt z otoczenia się nie zorientował
Wiesz co? Każda depresja jest poważna, jeślli to depresja. Zbyt często jest tak, że najbliżsi chowają głowę w piasek albo nie chcą nic widzieć!

Dlatego proszę nie nazywajcie zwykłych chandr i małych depresyjek depresją, bo nawet nie wiecie co to za choroba. Wiem, że to co napisałam jest niesprawiedliwe i krzywdzące wobec waz wszystkich, ale naprawdę takie coś jest dla mnie bolesne, a zarazem budzi moją wściekłość.
Zajavko, wiesz, że ja cię rozumiem, jednocześnie zgadzam się i nie zgadzam? Ja wiem, jakie tragedie może spowodować depresja - sama o mały włos jej nie przeżyłam. Rzeczywiście, często jedynym ratunkiem są leki. Czasami jednak nam samym zabraknie sił... albo chęci, by chcieć wyrwać się chorobie.
Teraz po latach widzę wszystkie błędy, które popełnili moi dziadkowie i moja mama. To oni pogłębili jego depresję.
Depresja często rodzi się we wnhętrzu człowieka. Mówisz, że po latach widzisz wszystkie blędy... Jasne, otoczenie też dorzuca kamyk do ciężaru, jaki przygniata dotknietego depresją. Przede wszystkim jednak to osoba chorująca systematycznie, niemal z maniakalnym uporem, wrzuca tony kamieni do swojego bagażu. I tu dopiero wychodzi rola rodziny - oni powinni ujmować tego ciężaru, i tu sie zgadzam, że twoi bliscy nie potrafili poradzic sobie z sytuacja, nawet nie przypuszczali niczego - wiec jak moglio pomóc? I to jest najbolesniejsze. Nie chcemy widzieć, że ta osoba choruje. Nie chcemy myśleć - wcale. Zrzucamy to nakarb wszystkiego, tylko nie własnych błędów. Nei chcemy widzieć, zastanawiać się, nawet jeśli ktoś sie przyzna do depresji. I co wtedy? Mój wujek chorował i to nie jedyny przypadek, jaki znam. Próbował popełnić samobójstwo. Odratowany w ostatniej chwili. Niby wyzdrowiał, niby lekarstwa, lekarze i rodzina mu pomogli. I nagle znowu. Tym razem "się udało". Nie żyje, w tym roku mija 4 rocznica.
Wiecie, co jest w tym najgorszego? Zawsze, kiedy przechodzę koło starego cmentarza, gdzie leży, zastanawiam się, czy ja też bym tam leżała. Czy to, co przytrafiło się jemu, mogło i spotkać mnie. Za każdym razem kiedy wracam do Koszalina, na stancję, albo przyjeżdżamw czasie wakacji, przejeżdżam koło tego cmentarza. Kilkadziesiat razy w roku. I ja nie chcę myśleć. Zawsze odwracam głowę, mimo, że wiem, że to wcale nie pomoże. Że tylko zwiększa wyrzuty sumienia. I dziękuję Bogu, że wyzdrowiałam, że znalazłam powód, by żyć. Inaczej... inaczej co? Nie wylałabym wielu łez, nie przelżała setek nocy, bezmyślnie gapiąc się w sufit, wsłuchując się w siebie, nasłuchując i zadręczając się wspomnieniami. Inaczej nei miałabym problemów. Byłabym wolna. Kusi, wiem... myślę sobie. I zasypiam. Wstaję następnego dnia, idę na zajecia. Albo czasami nie, jak mam wolny dzień. Siadam do kompa, coś pisze, uczę się albo idę na spotkanie z chłopakiem. Potem znowu nadchodzi wieczór. Wyrzuty. Kolejny dzień. I ja nie chcę myśleć, nie chcę byc tak jak on - nie chcę skończyc jako czyjś wyrzut sumienia.

Posted: Sat Oct 25, 2003 11:21 pm
by zajavka
Przeczytałam kiedyś artykuł o depresji, w którym napisano, że depresja to choroba, w której zwykły długopis jest potencjalnym narzędziem zbrodni. Człowiek z depresją w każdym przedmiocie widzi zachętę do popełnienia samobójstwa. I że depresja bardzo zaawansowana jest praktycznie nie do wyleczeni

Posted: Sun Oct 26, 2003 9:22 pm
by Hotaru
I że depresja bardzo zaawansowana jest praktycznie nie do wyleczenia
Mieli rację, człowiek chorujacy na depresje nigdy nie bedzie do końca zdrowy. Ale z ta chorob mozna żyć, mozna ją ograniczyć!

Posted: Mon Oct 27, 2003 12:52 pm
by sysia
zgadzam się z wami że większość naszych dolegliwości to chandry większe i mniejsze, chociaż z drugiej strony mogą się tylko takimi wydawać. czasami bardzo mały "problem" urasta do takiej rangi ,że człowiek nie mo że sobie z tym poradzić chociaż na osobie postronnej ten sam problem może nie zrobić żadnego wrażenia, spłynąłby on po niej jak przysłowiowa woda po kaczce, wszystko to zależy od wrażliwości człowieka a przede wszystkim od jego odporności psychicznej, zawsze uważałam,,, że osoby popełniające samobójstwo są właśnie takimi osobami słabymi psychicznie (oczywiście nikogo nieurażając) nie potrafią sobie z czymś poradzić sami i również uważają ze im też już nikt nie może pomóc, bardzo zatracają się we własnym cierpieniu i w końcu znajdują tylko jedno wyjście, jedno rozwiazanie problemu (chociaż trzeba przyznać rozwiazanie bardzo egoistyczne) czyli śmierć. wydaje mi się że ja nie mogłabym czegoś takiego zrobić - czyli targnąć sie na własne życie, zawsze uważałam samobójstwo za tchórzostwo, sztuką jest zmierzyć się z problemem , ponieść konsekwencje swego postępowania

Posted: Mon Oct 27, 2003 3:24 pm
by zajavka
czasami bardzo mały "problem" urasta do takiej rangi ,że człowiek nie mo że sobie z tym poradzić chociaż na osobie postronnej ten sam problem może nie zrobić żadnego wrażenia, spłynąłby on po niej jak przysłowiowa woda po kaczce
Nigdy nie pisałam, że "małe",w mniemaniu osoby postronnej, problemy nie mogą być przyczyną depresji. Owszem mogą. Ja bym chciała, żeby ludzie po prostu nauczyli się od chandrę czy kilkudniowe uczucie przygnębienia od prawdziwej depresji. Bo to naprawdę dwie różne rzeczy.
nie potrafią sobie z czymś poradzić sami i również uważają ze im też już nikt nie może pomóc, bardzo zatracają się we własnym cierpieniu
zawsze uważałam samobójstwo za tchórzostwo, sztuką jest zmierzyć się z problemem , ponieść konsekwencje swego postępowania
Właśnie na tym polega ta choroba. Osoba chora nie jest w stanie myśleć o niczym innym, jak o swoim cierpieniu i ogólnej beznadziejności życia. Im bardziej o tym myślą, tym bardziej tracą poczucie rzeczywistości. W końcu popełniają samobójstwo, którego nie traktują tak jak ludzie zdrowi. Dla ludzi zdrowych samobójstwo to oznaka słabości, dla nich jedyna szansa na uwolnienie się od dręczących myśli, które nie dają im żyć, spać i normalnie funkcjonować....

Posted: Mon Oct 27, 2003 3:51 pm
by sysia
wydaje mi się że z chandry czy kilkudniowego przygnębienia również można wpaść w depresję, w końcu depresja musi się od czegoś zacząć, czasami jest to jakaś naprawdę jakaś wielka katastrofa jakaś straszna sytuacja a czsami zaczyna się władsnie od czegoś drobnego, czasami te drobne rzeczy się mnożą, nakładaja się na siebie i wkońcu stają się ciężarrem nie do udźwignięcia,

Posted: Wed Nov 05, 2003 7:53 pm
by Hotaru
wydaje mi się że z chandry czy kilkudniowego przygnębienia również można wpaść w depresję, w końcu depresja musi się od czegoś zacząć,
Najczęściej zaczyna sie od mniejszych problemów, nie od wielkiej katastrofy - tak przynajmniej wynika z moich obswerwacji. Przerażające, jak niekiedy zwykłe dla innych ludzi sprawy, przeciwności, dla osoby dotknietej depresją stają się kolejnymi kamieniami do bagażu.